Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Borkowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Borkowska. Pokaż wszystkie posty

29/12/2025

s. Małgorzata (Anna) Borkowska OSB, Gar’Ingawi. Wyspa Szczęśliwa.


 wydanie: 2025

wydawnictwo: Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów


Nowe wydanie jednej z najbardziej oryginalnych książek s. Małgorzaty Borkowskiej OSB pt. Gar’Ingawi. Wyspa Szczęśliwa to proza głęboko symboliczna, rozpisana w formie przypowieści o świecie, w którym sensem życia nie jest działanie, lecz wytrwałe oczekiwanie – i wierność.
Autorka, znana z błyskotliwych analiz duchowości monastycznej, tym razem sięga po formę literackiej baśni, by opowiedzieć o wspólnocie zamieszkującej tajemniczą Wyspę – miejscu zawieszonym pomiędzy codziennością a tym, co ostateczne. Lud tej krainy nie zna pośpiechu, nie buduje imperiów, nie szuka nowych rozwiązań – trwa w czujnym oczekiwaniu na coś, co już raz się wydarzyło i co ma powrócić. Cała rzeczywistość – pieśni, rytuały, pamięć przodków – obraca się wokół jednego: Powrotu.
Akcja książki rozgrywa się na wyspie, gdzie życie ludzi – nazwanych po prostu „Ludem” – toczy się w rytmie niezmiennego oczekiwania na tajemniczą postać zwaną Or. Or jest kimś więcej niż tylko bohaterem dawnych przekazów – staje się figurą nadziei, obecności, która objawia się raz na wiele pokoleń, by przejść przez wyspę ze wschodu na zachód i zniknąć we mgle. Tylko nieliczni go widzieli. Reszta trwa – dzień po dniu, pokolenie po pokoleniu – w nadziei, że „może dziś”, że „może jutro”. To oczekiwanie nie jest bierne ani powierzchowne. Jest rytuałem życia, aktem wiary, który kształtuje tożsamość, relacje i pieśni.
W tym świecie ciszy i cierpliwości pojawia się jednak zagrożenie. Kiedy pewnego dnia na Wyspę przybywa sześciu Obcych – postaci barwnych, imponujących, milczących – rozpoczyna się dramat wspólnoty. Czy można rozpoznać fałszywy znak? Czy można pomylić złudzenie z prawdą? I co stanie się z Ludem, który na chwilę porzucił swoją drogę?
Gar’Ingawi. Wyspa Szczęśliwa to opowieść, która nie daje gotowych odpowiedzi. Nie wskazuje palcem, nie moralizuje, nie objaśnia nadmiernie symboli. Przeciwnie – tworzy przestrzeń do kontemplacji i osobistej lektury. Każda postać, od starca Dejno po dziecięcego Taguna, niesie w sobie pytanie o granicę między wiernością a łatwą nadzieją, między trwaniem a ucieczką w iluzję. Książka porusza głęboko współczesne tematy – rozpoznawania fałszywych mesjaszy, duchowej powierzchowności, kompromisów zawieranych z własnym sumieniem – ale czyni to w języku poezji, obrazu i ciszy.
Jedną z największych wartości tej opowieści jest jej forma. Styl s. Małgorzaty Borkowskiej OSB jest niezwykle spójny, rytmiczny, pełen muzyki i światła. Autorka tworzy własne słownictwo i pieśni, które brzmią jak cytaty z nieistniejących mitów. Pieśni Szczęśliwych i Pieśni Nieszczęśliwych, obrzędy pogrzebowe i znaki ognia – to wszystko buduje narrację bogatszą niż sama akcja. Czytelnik nie tylko poznaje losy Ludu, ale wręcz wchodzi w ich rytm: zaczyna czytać w innym tempie, widzieć więcej w detalach, słyszeć szept brzóz rosnących wzdłuż Drogi Ora.
Warto podkreślić, że Gar’Ingawi. Wyspa Szczęśliwa to książka niezwykle aktualna, mimo że całkowicie wolna od publicystyki. Mówi o kryzysach tożsamości, o przemijaniu autorytetów, o milczeniu prawdziwych znaków i nadmiarze fałszywych. W czasach powszechnego przyspieszenia i duchowego rozproszenia przypomina, że nie wszystko musi przyjść natychmiast – że są dobra, które trzeba wyczekać, nie wiedząc, kiedy się pojawią i jak będą wyglądać.
To także propozycja dla tych, którzy szukają innego rodzaju literatury religijnej: nie poradnika, nie wykładu, lecz zaproszenia do wewnętrznej drogi. Opowieść nie wskazuje rozwiązania, lecz otwiera przestrzeń na pytania – i właśnie dzięki temu nie przestaje działać na wyobraźnię jeszcze długo po zamknięciu książki.


opis wydawcy



05/02/2021

Anna Borkowska, Bożek templariuszy.


 premiera: 2011

wydawnictwo: Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów

Autorka to Małgorzata Borkowska OSB


Czy to możliwe, że peryferia średniowiecznej Europy mogą skrywać w sobie tajemnicę dotyczącą pięknej i zarazem tragicznej historii templariuszy? A może właśnie dlatego - że to peryferia - możliwe były na nich nieprawdopodobne wydarzenia? Na te pytania pozwoliłby odpowiedzieć rzekomy bożek templariuszy, tajemniczy obraz, który zawędrował na ziemie Władysława Łokietka w czasach, kiedy we Francji przystąpiono do bezpardonowej likwidacji chluby wypraw krzyżowych. Czy domniemaną siedzibę krzyżowców udało się odnaleźć podczas II Wojny Światowej? Pośród apokryfów dawnych kronik aż roi się od zagadek, których rozwikłanie staje się bliższe, paradoksalnie, właśnie dzięki działaniom wojennym.

Jeżeli ktokolwiek ma wątpliwości, co do tego, że opowieści o templariuszach nadal mogą trzymać w napięciu i budzić fantazję – już dziś powinien zacząć czytać tą książkę! Ta znakomicie napisana powieść zadziwia tym, że historia może odbywać się równolegle i w średniowieczu, i w XX wieku!

W roku Pańskim 1928, w klasztorze cystersów w Sulejowie, jakieś licho podkusiło opata Bernarda, żeby oblekanemu właśnie nowicjuszowi nadać swoje własne imię: także Bernard. Że to, po pierwsze, wielki święty Bernard, patron i wzór zakonu, da sobie radę także i z dwoma na raz; po drugie, nikomu w domu i tak się nie pomyli, kto „ojciec opat”, a kto obecnie „brat Bernard”, w przyszłości zaś „ojciec Bernard”. A po trzecie – tu opat zmrużył oczy i mruknął coś po ła­cinie, w czym wyraźnie dało się odróżnić tylko słowo impetus. Ojcowie także mrugnęli na siebie, przemó­wienie na tym się skończyło i ceremonia obłóczyn po­toczyła się dalej.

W rok później, kiedy przyszło głosować na dopusz­czenie brata Bernarda do ślubów, jeszcze przeszedł, ale znikomą większością głosów. Było już całkiem ja­sne, że jednego świętego Bernarda (tego z Clairvaux) trzeba by złożyć z obu sulejowskich Bernardów, bio­rąc uczoność ojca opata i charakterek braciszka. Nie­mniej, jako się rzekło, jeszcze przeszedł, bo głosujący w kapitule ojcowie wzięli pod uwagę jego prawość i dobre chęci. W rok później już by nie mieli siły kie­rować się tak obiektywnymi względami, bo go już wszyscy mieli dosyć; ale klamka zapadła, nie można było wydalić, trzeba było znosić.

 

opis wydawcy